Jak zie zyje Polakom w Hiszpanii?

Temat przeniesiony do archwium
1-30 z 287
poprzednia |
Dzień dobry,

Czy ktoś może sie wypowiedzieć na temat życia Polaków w Hiszpanii? Ktoś kto czywiscie tam mieszkal....
Jak Polakom się mieszka w Barcelonie czy Madrycie? Czy Hiszpanie dobrze traktuja Polaków czy też patrza na nas z góry?
Dziekuje!
ja mieszkam od jakichs 2 lat w Barcelonie,maz moj jest Hiszpanem.Jesli chodzi o traktowanie Polakow tutaj przez Hiszpanow,to spoko,ja sie nie spotkalam jeszcze z \"patrzeniem z góry\" czy cos w tym stylu.Nie narzekam.
Brzmi zachecajaco! To chyba wiec jedna z nielicznych narodowosci w zach Europe traktujaca nas na rowni. Czy w Barecelonie jest duza Polonia?
Dzień dobry,

Czy ktoś może sie wypowiedzieć na temat życia Polaków w Hiszpanii? Ktoś kto czywiscie tam mieszkal....
Jak Polakom się mieszka w Barcelonie czy Madrycie? Czy Hiszpanie dobrze traktuja Polaków czy też patrza na nas z góry?
Dziekuje!
No coz bylem tam \"chwile\" i absolutnie z nie spotkalem sie z \"patrzeniem z gory\" wrecz przeciwnie we wlasnym kraju nieraz sie gorzej czuje niz tam. Akurat mialem szczescie i bylem \"chwilke :-)\" w Galicji (na pn Hisz), w okolicach Valenci, Alicante( na pd) jak tez bylem \"chwile\" w Benidormie (Costa Brava) no i najdluzej \"siedzialem\" w samym Madrycie i powiem Ci szczerze ze gdy szedlem do kiosku po gazete i uzywalem hiszpanskiego (mocno kaleczac) nikt nigdy na mnie dziwnie nie patrzyl, naprawde sa bardzo mili i zyczliwi a co najciekawsze (mu Polacy tego nie umiemy) sa bardzo \"ciepli\" i natychmiastowo pokazuja swoje uczucia (odczucia). Siedzialem wiele godzin w parkach, lazilem na wiekogodzinne spacery po Madrycie i czulem sie \"bezpiecznie\" i prawie jak w domu. Dlaczego prawie ? bo nie znalem hiszpanskiego a to powoduje duze ograniczenia (i bardzo slabo przydawal sie tam moj angielski czy niemiecki) tak wiec mozna powiedziec ze to jedyny \"drobny\" mankament. Aha w sumie bylem tez na \"placu haqndlowym\" gdzie (w Madrycie) polacy handluja i powiem Ci szczerze ze momentami to bardzo sie wstydzielm (bojki itp - zreszta czasami w telewizji mowili \"Bojka miedzy Polakami ....\"). Tak wiec podsumowujac ja osobiscie nigdy sie nie spotkalem ze zlym traktowaniem (moze mialem szczescie ale nie sadze bo naprawde po dziwnych miejscach chodzilem) wrecz przeciwnie, sami nieraz do mnie podchodzili i sie pytali skad jestem itp (co za odwaga). Zreszta moim skromnycm zdaniem to piekny i zroznicowny kraj (pod wzgledem kultur, kuchni, geografi, flory,fauny itd itp) a ludzie sa tam naprawde fantastyczni! I szczerze to nie raz mysle o tym zeby sie tam przeprowadzic i zamieszkac na stale (i nie chodzi mi tu o prace i zarobki) ale o cos takiego wewnetrznego .. hmmm nazwijmy to \"samopoczuciem.

Salu2,
Havoc
Mieszkam w Hiszpanii od roku, znam dobrze jezyk, co bardzo latwia mi zycie na pewno. Hiszpania to piekny i bardzo róznorodny kraj pod wieloma wzgledami jak mówisz, ale co do mentalnosci Hiszpanów, to moglabym troche ponarzekac. Oczywiscie uogólniajac bardzo. Hiszpanie sa na przyklad bardzo niepunktualni, co dotyczy zarówno prywatnych spotkan jak i rozkladu jazdy autobusów czy nawet spotkan na szczeblu profesjonalnym (praca). Druga \"wada\" jest chyba to, ze uzywaja mnóstwa \"brzydkich slów i zwrotów\", czasami sie wydaje, ze nie moga sie bez nich obyc... Zgadzam sie z Twoja opinia o Polakach w Madrycie, niestety, ale nie jest ona najlepsza. Szkoda slów. Zgadzam sie tez z tym, ze Hiszpanie jezykami obcymi raczj nie wladaja, ale zawsze sa bardzo chetni do pomocy! W koncu turystyka to ich mocna strona! Zycie jak w Madrycie, jest piekne, ale nie zawsze tak rózowe jak mogloby sie to wydawac... Z pewnoscia warto przyjechac i zwiedzic!!!
Przepraszam, ale mam wrazenie, ze sie znamy... Czy Twój maz nazywa sie moze Marc i macie córeczke?
Spinka ...mam do ciebie kilka pytań odnosnie pobytu tam...ponieważ też się wybieram i mam zamiar tam zostać.Jak byś mogła to odezwij się na [gg] ,byłabym ci bardzo wdzieczna :)
Salut2 ;)
Spinka i Fiolka - mam do was również parę pytań, ponieważ za rok wybieram się na stałę - jak z pracą itd - proszę o kontakt na [gg] . Por favoor!
Havoc, zgadzam się z tobą w stu procentach, mimo że ja spędziłam pół roku jaku Erasmus w jaen, czyli głębokiej gorącej Andaluzji - nigdy nie spotkałam się z traktowaniem gorszym, wszyscy byli bardzo mili uczynni i niesamowicie gościnni, tak gościnni że po dwóch latach od powrotu do Polski jestem nadal zapraszana z wizytą a może i na stałe. W tym roku zdaję DELE i zaczynam szukać pracy w Hiszpanii... heh w Polsce jako anglista to za dużo ja nie zarobię. Ciekawe, Andaluzyjczycy mówią o innych mieszkańcach Hiszpanii ( w szczególności z Salamanki i wszystkiego co powyżej ) jak bardzo są zimni i niegościnni i że właściwie tamci to już nie są Hiszpanie hheheheheheh!!!!
No cóż, zobaczymy jak to będzie. Pozdrawiam.
Wtajcie!
Prosze, wezcie wszyscy pod uwage, ze jedna sprawa to pomieszkac w obcym kraju np. studiujac, a druga, zupelnie inna, zamieszkac na stale, pracowac i zalozyc rodzine.

Prosze, wezcie uwage pewne fakty z rzeczywistosci hiszpanskiej:

1. Godziny pracy: typowe godziny biurowe to 9-14 i 16-19. Czy ktos potrafi to pogodzic z wychowaniem dziecka? (Szkola trwa do 16:30-17:00)
Dluga przerwa w poludnie: siwetnie, gdy mieszka sie blisko pracy; ale jezeli daleko...
2. Pomocy panstwowych na dzieci - jak np. w Niemczech "Kindergeld" - praktycznie nie ma. Ostatnio wymyslili 100 € dla pracujacych mam z dziecmi ponizej 3 lat: smiechu warte...
3. Zlobki prywatne kosztuja co najmniej 300 € na miesiac. Do panstwowego nie ma szans sie dostac (jest tu ogromna ilosc emigrantow, glownie z Marokka, i wiekszosc pomocy i stypendiow otrzymuja wlasnie oni).
4. Zarobki z kolei sa znacznie nizsze niz w Niemczech, Holandii, Francji, Szwecji... Najwyzszy procent zatrudnien "chwilowych" na beznadziejnych warunkach...
5. Hiszpania to kraj z najnizszym przyrostem naturalny w Europie, a chyba nawet na swiecie. Jak myslicie, dlaczego?
6. Ludzie mlodzi mieszkaja z rodzicami do... 35 roku zycia, mniej wiecej. Dlaczego? Niskie pensje i niesamowicie drogie mieszkania.
7. Praktycznie nie ma rynku mieszkan do wynajecia: tutaj tylko sie kupuje.
8. Ceny...? Przyklady: w Barcelonie, nie do zaplacenia (n.p. 50 mln starych peset -ok. 300.ooo Euro, za 3-pokojowe...Przeliczcie to na zlotowki)
9. Zarobki kobiet sa ok. 25-30 % nizsze niz mezczyzn, na tym samym stanowisku. Kobiety w dalszym ciagu w duzym stopniu zaleza od mezczyzn.
10. Mentalnosc przeniknieta jest jeszcze tzw. "machismo": normalka jest zwrot "señorita" do doroslej kobiety (W Niemczech juz dawno nie stosuje sie "Fräulein",a Anglicy uzywaja neutralnego "Ms"), i nikt nie rozumie ze ludziom z innych kultur moze sie to wydawac dyskryminacja.
11. Co do Polski, wiedza jest znikoma (wie sie glownie, ze byl tam komunizm i ze jest zimno...), ale ja, owszem, odczulam wiele razy wyrazy przekonania o wyzszosci prawdziwych "Europejczykow" wobec obywateli "wschodniej Europy".
Zainteresowanych wyjazdem do Hiszpanii na stale jeszcze tylko prosze o chwilke refleksji nad tym, jak sobie poradza w chwili zalozenia rodziny, gdy pracowac trzeba bedzie do 19-tej y nie ma sie pod reka dziadkow-darmowych opiekunow. Jako ciekawostka, wychowanie dzieci spoczywa tu w bardzo duzym stopniu na barkach dziadkow, a wlasciwie babc. Pamietajmy o tym, ze takowych tam moze nie byc pod reka...

Nie chce bynajmniej nikogo odstraszac; dopoki jestescie mlodzi y bez obowiazkow, korzystajcie ile mozna. To tylko pare refleksji na temat hiszpanskiej rzeczywistosci.
P.S. Ostatnia uwaga dla zainteresowanych Barcelona (w mojej opinii, ciekawsza od Madrytu): Pamietajcie prosze, ze aby zyc i pracowac w Barcelonie na jakims poziomie, i nie byc alfabeta, nie wystarczy znac hiszpanski: bez znajomosci - co najmniej biernej - katalonskiego, jest sie tu alfabeta.

Pozdrowienia.
Monika
twoj wpis rzeczywiscie troche dal mi do myslenia... mam chlopaka Hiszpana, jestesmy razem juz gdzies od 4 lat i caly czas byl to niestety zwiazek na odleglosc - oczywiscie z wzajemnymi odwiedzinami tak czesto jak to tylko bylo mozliwe (glownie finansowo); w kazdym razie ja za rok koncze studia i przyszedl czas, zeby wreszcie podjac jakas decyzje...

dla mojego chlopaka jest oczywiste, ze nie przyjedzie do Polski; jego argumenty sprowadzaja sie do tego, ze nie zna jezyka (probuje go uczyc, ale on jakos nie bardzo sie przyklada), a wiec nie znalazlby tu pracy (w Hiszpanii pracuje na uniwersytecie) i ze klimat jest nie do zniesienia

wydaje sie jasne, ze to ja powinnam pojechac do Hiszpanii - on ma tam juz w miare ulozone zycie, ja biegle znam hiszpanski, mam zdane DELE superior, poza tym koncze dwa kierunki studiow, znam kilka innych jezykow, mam za soba dwa stypendia zagraniczne (w Stanach i we Francji), zdobylam juz dosyc ciekawe doswiadczenie zawodowe... teoretycznie wiec nie powinnam miec problemow ze znalezieniem dobrej pracy w Hiszpanii - tak przynajmniej twierdzi moj Hiszpan

ja jednak mam swoje watpliwosci, a twoj post mnie w nich utwierdzil; no bo ze zdobytymi kwalifikacjami widze dla siebie jakas przyszlosc profesjonalna w Polsce, ale czy na pewno byloby tak samo w Hiszpanii?? na jaka prace tak naprawde moglabym tam liczyc? czy gdybym nawet dostala prace w jakiejs dobrej firmie, to czy - biorac pod uwage fakt, ze jestem kobieta, na dodatek Polka - moglabym tam w ogole liczyc na awans?

mam pewne ambicje (nie znowu az tak wygorowane, ale jednak) co do kariery zawodowej, i ciezko byloby mi sie pogodzic ze zle oplacana praca, np w charakterze recepcjonistki czy sekretarki... na poczatek oczywiscie mogloby by byc, ale cale zycie?...

tak wiec ostatnio wlasciwie podjelam decyzje, ze nie chce wyjezdzac do Hiszpanii... no i z moim chlopakiem utknelismy w martwym punkcie... myslimy o rozwiazaniu kompromisowym, czyli o zamieszkaniu w innym kraju, najbardziej realne wydaja sie Stany, bo oboje juz tam bylismy na dluzej i znamy niezle jezyk... no ale czy naprawde musimy wyjachac az do Stanow, zeby byc razem?

co o tym myslicie? czy ktos z was ma jakies argumenty za tym, zebym jednak wyjechala do Hiszpanii? czy warto probowac? czy ktos kto tam mieszka i pracuje moglby mi powiedziec na jaki rozwoj profesjonalny moglabym liczyc?

z gory dzieki
Doskonale cie rozumiem.
Moge ci opisac moja sytuacje: tez jestem po studiach - akurat nie najbardziej "pieniezny" kierunek, bo historia sztuki - i znam piec jezykow.
Tez bylam na stypendium zagranicznym, w Niemczech, nie mowiac o tym ze czesciowo sie w Niemczech wychowalam, a wiec od samego poczatku mialam dwa jezyki na poziomie mowy ojczystej, do czego dochodzi angielski po liceum z wykladowym angielskim... itp.
U mnie bylo podobnie, z ta roznica ze poznalam Hiszpana w Niemczech, czyli tym kraju niby neutralnym: Gdyby to ode mnie zalezalo, zostalabym wlasnie tam. Niestaty, dla mojego owczesnego partnera nie wchodzilo to w gre. Argumenty? Takie same, tj. ze nigdy nie badzie tam mogl "rozwinac skrzydel", mimo ze troche po niemiecku mowil, nawet niezle, ale okazalo sie, ze ja mialam jednak wieksze zdolnosci jezykowe i szybciej nauczylam sie hiszpanskiego, nis on niemieckiego, i to mieszkajac w Niemczech...
Co do katalonskiego, przekonywal mnie, ze w zasadzie nie jest on potrzebny, tylko dla urzednikow panstwowych. Prawda jest taka, ze usilujac zmienic prace w tym roku, co najmniej 80% ofert pracy wymagalo bieglego katalonskiego w mowie i pismie, czyli dwujezycznosci, zdecydowanie czesciej niz wymagano jakichkolwiek innych jezykow.
By pracowac w moim zawodzie, nie mam zadnych szans. Mam prace, owszem , z jezykami, w firmie prywatniej, gdzie musisz sie pogodzic na nieludzkie godziny (ja pracuje do 18-tej, ale cesciej sa oferty do 19-tej...).
W moim zawodzie, czyli w muzeum, mozna pracowac jedynie poprzez tzw. "oposiciones" czyli konkursy publiczne. Do tego potrzebne jest obywatelstwo hiszpanskie, homologacja studioa, no i tu w katalonii, poziom "C" katalonskiego (ktorego nie maja nawet wszyscy rdzenni Katalonczycy). Mialabym wiec juz na wstepie 3 przeszkody, ktorych nie maja tubylcy; dopiero po pokonaniu tychze moglabym stanac do walki z... tysiacami kandydatow na to samo miejsce.
Jednak to wszystko jest niczym, gdy sie nie ma dzieci. Wtedy jeszcze jestes wolna i nie masz np. ograniczen godzinowych, mozesz zaakceptowac kazda prace ktora cie interesuje. Jednak w chwili gdy pojawi sie dziecko, ktos musi zostac w domu, i zazwyczaj jest to kobieta.
Tak apropos: zatrudnienie na niecaly etat jest tu bardzo rzadko spotykane. O zlobkach panstwowych juz mowilam: moj syn sie nie dostal.
Gdy skonczyl 3 lata, poszedl juz do przedszkola panstwowego, ale n.p. zadnych pomocy od panstwa nie dostal; bylismy zbyt bogaci, mimo ze wowczas zylismy z 3/4 pensji (rozstalam sie z moim partnerem, pracujac na pol etatu, do ktorego doszly alimenty: razem 3/4 pensji).
Warto wziac to wszystko pod uwage, bo gdy sie jest wolnym, mozna wiele, natomiast w chwili gdy sie pojawia dziecko, zarowno z praca jest juz znacznie trudniej, jak i w chwilach gdy n.p. dziecko zachoruje, i nie ma pod reka owej babci, darmowej opiekunki. Jezeli twoj partner moze liczyc na rodzicow, to jeszcze dobrze. W Stanach jednak zadne z was by nie mialo na kogo liczyc, prawda? I warto wziac pod uwage ewentualnosc, ze moze zwiazek sie nie udac, wtedy samej (zwlaszcz z dzieckiem) jest juz bardzo ciezko. No a wrocic do kraju to juz prawie niemozliwie (ojciec wraz ze swoja rodzina na pewno postara sie temu zapobiec...)
Co nie znaczy, ze nie mozna sobie poradzic; ja sobie poradzilam doskonale i w tej chwili mam juz wlasne mieszkanie nad samym morzem, mam prace obok domu i wspanialego partnera. Ale fakt, ze z ambicji zawodowych musialam zrezygnowac. Przynajmniej na razie, ale raczej watpie ze jeszcze kiedykolwiek cos sie zmieni: gdy sie przekroczy pewien wiek, trzeba sie przynajmniej moc wykazac powaznym doswiadczeniem zawodowym w swojej branzy, i nie jako, jak ty mowisz, sekretarki czy recepcjonistki.

Co na pewno wszystkim doradzam, to wyjazdy na jakis czas, na studia (najlepiej), czy jako au-pair, na praktyki czy do pracy. Jezeli jednak chodzi o wyjazd na stale, zwlaszcza "w slad za kims", zwlaszcza kobietom...nie wiem, ale lepiej sie dobrze zastanowic; moze sie wspaniale ulozyc, ale mozna tez poniesc duze koszty (mezczyzna, nawet ojciec, z reguly kosztow tych nie ponosi: moze robic sobie kariere gdzie i jak tylko zechce...)

Ostatnia uwaga: ciekawy ten argument o nieznajomosci jezyka, prawda? Fakt, polski nie jest latwy. Z drugiej strony jednak ciekawym jest to, ze z reguly kobiety sa zdolniejsze w kwestii jezykow... a moze to Polacy? Szybciej sie uczymy, latwiej nam sie zaadaptowac, a wiec... to my sie adaptujemy, i gdy przyjdzie co do czego i wspolne zycie sie nie uda, to my na tym tracimy, bo to my jestesmy w obcym kraju. Warto tez i nad tym sie zastanowic ;-)

Pozdrawiam i zycze slusznej decyzjii!
Monika
dzieki za wszystkie informacje :)
sa one dla mnie bardzo cenne, zwlaszcza od kogos kto juz tak dlugo mieszka w Hiszpanii

wlasciwie to wyglada na to, ze najlepszym rozwiazaniem byloby znalezienie sobie partnera w Polsce i zwyczajnie ulozenie sobie zycia tutaj...

tylko, ze oczywiscie nie jest to takie proste, bo jak dotad niestety nie udalo mi sie tu spotkac zadnego faceta, ktory by mnie powaznie zainteresowal... a w koncu bedac przez 4 lata w zwiazku na odleglosc, gdybym kogos takiego tutaj spotkala, to pewnie bym zrezygnowala z Hiszpana... traf chcial, ze jedyna osoba, ktora w tym czasie poznalam, i z ktora moglabym sobie wyobrazic wspolne zycie, byl inny obcokrajowiec, tylko ze nawet bardziej odlegly, bo Amerykanin ;)

teraz jednak moj zwiazek z Hiszpanem wszedl na taki etap, ze bardzo trudno byloby to przerwac, wiec opcja szukania Polaka jak na razie nie wchodzi w gre

tak przy okazji, to ciekawy (i przy tym dosyc smutny) wydaje mi sie fakt, ze kiedy mowie znajomym o chlopaku Hiszpanie, to slysze okrzyki w stylu: super, fajnie jest pewnie miec chlopaka obcokrajowca... a przy tej ostatniej modzie na wszystko co hiszpanskie, chlopak-Hiszpan to prawie cos nobilitujacego... natomiast, reakcja znajomych mojego Hiszpana na to, ze ma dziewczyne Polke, sprowadzala sie do czegos w stylu: zwariowales? nie lepiej by bylo gdybys znalazl sobie jakas Hiszpanke?... podobno zmieniali zdanie, gdy juz mnie poznali, ale prawde mowiac nie jest to dla mnie zbyt pocieszajace

no wiec jest to chyba sytuacja, w ktorej bez poswiecenia ktorejs ze stron sie nie obejdzie

a przy tym masz racje, argument o nieznajomosci jezyka jest rzeczywiscie niesamowicie czesto wykorzystywany i wychodzi na to, ze Polacy to narod wrecz wyjatkowo uzdolniony jezykowo... bo przeciez w tylu sytuacjach po prostu nie mamy wyjscia jak tylko nauczyc sie innego jezyka

co do dzieci, to o tym nawet jeszcze nie myslalam, a chyba powinnam to juz teraz brac pod uwage... generalnie czuje sie przytloczona tym wszystkim, strasznie rozdarta i sfrustrowana, ze tak trudno jest pewne sprawy pogodzic (moj Hiszpan przynajmniej mieszka w Madrycie, wiec problem z katalonskim odpada...)

na razie mam jeszcze niecaly rok do konca studiow, wiec poki co nie bede sie jakos straszliwie zadreczac; mam nadzieje, ze rozwiazanie samo jakos w koncu sie znajdzie... a jesli nie, to przyjdzie czas na poswiecenia

pozdrawiam,
nadira
Widze ze mieszkasz w Barcelonie, ja wlasnie palnuje wyjazd na kurs jezykowy- w styczniu 2005 wlasnie do Barcelony. Niestety nie znam nikogo kto moglby dostarczyc mi jakichkolwiek informacji na temat zycia w tym mieszcie tzn. informacji o szkolach jezykowych czy chociazby kosztach utrzymania, mozliwosci pracy. Tutejsze organizacje proponuja w swych ofertach wykupienie zakwaterowania u hiszpanskich rodzin czy w akademiku za okolo 150 euro tygodniowo, zastanawiam sie czy to troche nie zaduzo. Czy na miejscu nie znalazlabym lepszych ofert akomodacyjnych? Jezeli mialabys chwile na odpowiedz byalabym niezwykle wdzieczna- stawiam kawe po przyjezdzie-choc tyle...
Dzieki Magda
Hej Nadira,
Jeszcze raz musze stwierdzic, ze wiem doskonale, o czym mowisz.
W zamierzchlych czasach, gdy na studiach w Niemczech poznalam Hiszpana, jego rodacy robili mu te same uwagi: daj sobie z nia spokoj, to jest Polka, wszystkie dziewczyny ze wschodu tylko marza o tym, wy wyjsc za maz za Europejczyka (przez duze “E”, albo I-wszej klasy, rzecz jasna), aby moc pozostac w Europie Zachodniej. Dla scislosci dodam, ze dzialo sie to wiele lat temu, gdy do wejscia Polski do Unii bylo jeszcze bardzo, bardzo daleko. Teraz takowy argument nie ma racji bytu, na szczescie.
Po drugie, opowiem ci pewna anegdote, juz stad (z Hiszpanii). Moja bliska przyjaciolka Polka, mieszkajaca tutaj od wielu lat, wraz z mezem Boliwijczykiem – oboje wyksztalceni -, spotkala gdzies kiedys prostego chlopa- swiniopasa z glebokiej wsi katalonskiej. Gdy dowiedzial sie, skad sa, wypalil: To wam pewnie teraz bardzo dobrze sie zyje tutaj, prawda? Prawda, ze wam sie tu musi bardzo podobac…? Zapewniam cie, ze jest to podejcie nagminne i rozpowszechnione. Nie tylko wsrod prostych ludzi, ale i wyksztalconych.
Powiem wam szczerze, takiego wybujalego samopoczucia narodowego, albo “kompleksu wyzszosci”, nie spotkalam w zadnym innym kraju. To nie to, zeby sie wywyzszali: nie, zwykle ludzie sa tu naprawde sympatyczni (zwlaszcza dla turystow albo studentow, jakze by nie). Ale Hiszpanie generalnie niewiele podrozuja (oczywiscie zawsze zdarzaja sie wyjatki), malo kto zdobywa sie na zamieszkanie przez dluzszy czas w obcym kraju (chyba ze w Stanach: tam jest ogromna mniejszosc hiszpanskojezyczna, no i Hollywood). Co do innych krajow Europy, nie wiem ile razy slyszalam od Hiszpanow, i to od kulturalnych i wyksztalconych ludzi: Ja bym nie mogl(a) mieszkac gdzie indziej, ja bym nie wytrzymal(a), JA BYM UMARL(A) z… zimna, depresji, tesknoty za sloncem i stylem zycia… Tak dobrze jak tutaj, nie zyje sie nigdzie... (a skad to wiedza, jezeli nie sprobowali…? ;-) ), etc. Nieliczne wyjatki podejmujace zycie w jakims kraju polnocno-wschodnim dowodza jednak, ze sie nie umiera, prawda? Wszedzie mozna sie zaadaptowac, potrzebna do tego jednak jest wola, a tej wsrod Hiszpanow jest, generalnie, raczej niewiele.
Powtarzam, ze nie chce ci (ani nikomu innemu) odradzac przyjazdu czy zamieszkania w Hiszpanii; jedynie stwierdzam, ze nie wszystko zloto to co sie swieci… Wydaje mi sie, ze w Polsce panuje bardzo wyidealizowane wyobrazenie o tym kraju i ludziach, niby pelnych temperamentu, ognistych, otwartych itp. Moze to na zasadzie kontrastu, jako ze jestesmy z “zimnego” kraju, ciagnie nas do cieplych, latynoskich. Polacy maja wiecej uprzedzen np. wobec sasiadow – Niemcow czy Rosjan – i prawie zadnych wobec Hiszpanow czy Wlochow. Przyczyna jest bardzo prosta: bo ich za dobrze NIE ZNAMY, dlatego latwiej nam wyobrazac sobie, ze sa wspaniali, ciepli, zyczliwi, ognisci, no i oczywiscie traktujacy nas na rowni z soba. Mysle, ze najlepiej jest przyjechac, pobyc, postudiowac, popracowac, powalczyc – ramie w ramie z tubylcami – o miejsce pracy, i przekonac sie osobiscie. Ale, poki co, lepiej bez pochopnego zapuszczania korzeni.

Jezcze do Nadiry: czy lepiej byloby poznac jakiegos Polaka i dac sobie spokoj z Hiszpanem? Alez skad, niekoniecznie, wszystko zalezy od naszych potrzeb, mentalnosci, przekonan, usposobienia. Nie znam twojego Hiszpana, moze akurat jest wspanialy i otwarty na swiat? Sama mam to szczescie, ze takiego znam ;-) Istnieja wyjatki potwierdzjace regule. Jezeli twoj do takich nalezy, to wlasciwie, czemu by nie sprobowac. Ale chyba trudno naprawde wiedziec, jaki ktos jest, dopoki sie z nim nie zamieszka.
No nic, kto ma jeszcze jakies pytania, chetnie odpowiem, w ramach mozliwosci czasowych…
mama nadzieje ze nie obrazisz sie jesli wspomne ze wykorzystalem czesc twoich wypowiedzi(wydaja mi sie bardzo interesujace!!) na forum polonii hiszpanskiej??!!
pozdrawiam i zachecam do odwiedzenia:

www.poloniamadryt.net i jego forum
http://www.poloniamadryt.net/forum/index.php

un saludo.icaro
Nie obraze sie (aczkolwiek mam nadzieje, ze pominales szczegoly ulatwiajace identyfikacje...?), ale gdzie??? Zajrzalam na to forum i nie moge odnalezc... W jakiej czesci???
zgadzam sie, ze w polsce panuje wyidealizowany obraz hiszpanii i hiszpanow... zreszta ja tez mialam taki obraz, ktory po pierwszych kilku wizytach w tym kraju nawet sie utrwalil - no bo wszyscy byli tak niesamowicie otwarci i sympatyczni, bardzo latwo bylo poznac nowych ludzi... ale po dluzszym czasie, kiedy udalo mi sie juz troche lepiej poznac ludzi i zwyczaje, zaczelam zauwazac te rzeczy, ktore mi sie nie podobaja... co gorsze, zauwazylam, ze z kazdym nastepnym wyjazdem tych rzeczy jest coraz wiecej...

miedzy innymi bylam w hiszpanii trzy miesiace jako au-pair i prawde mowiac nie wspominam tego doswiadczenia zbyt dobrze... pozostal mi po tym wyjezdzie obraz falszywych matek-hiszpanek, ktore niby przyjaznia sie z wszystkimi sasiadami, ale potem za ich plecami strasznie ich obgaduja... widzialam to wszystko od wewnatrz, bo w koncu mieszkalam u jednej z takich rodzin i mam tylko nadzieje, ze to nie jest tak powszechne jak wtedy mi sie to wydalo; dla mnie matka w rodzinie tez byla milutka, ale wcale nie jestem pewna czy naprawde mnie lubiala czy tez tylko tak udawala... a wlasciwie to sklaniam sie do tego ostatniego, bo kiedys przez przypadek uslyszalam jak rozmawiala o mnie z kobieta, ktora u niej gotowala i sprzatala - mowiac, ze zuzywam za duzo oleju do smazenia dzieciom frytek i ze nie podoba jej sie w jaki sposob wieszam na sznurkach pranie; dlaczego mnie tego nie powiedziala?... jakby tak trudno bylo jej sie zdobyc na szczerosc w takich w sumie malo waznych sprawach...

moj hiszpan na szczescie nie jest takim typowym, niepodrozujacymi i nieznajacym jezykow hiszpanem... :) jest otwarty na swiat - mieszkal zreszta piec lat w stanach i pol roku we francji... ale mimo tego cos w tym jest, ze hiszpanie mowia, ze "tak dobrze jak tutaj, nie zyje sie nigdzie", bo moj chlopak tez to powtarza, choc wlasciwie nie moge mu tu nic zarzucic, bo w jakis sposob to juz sprawdzil... ja zreszta zgadzam sie np, ze hiszpanskie jedzenie jest rewelacyjne i smakuje mi nawet bardziej niz polskie - z wyjatkiem kilku naszych specjalow, zwlaszcza chleba

moj hiszpan jest wiec w porzadku i wiele jego znajomych rowniez, ale mnie tez zdarzalo sie uslyszec rozne przykre slowa, choc wypowiedzianie zapewne bez zlych intencji, zwiazane z tym, ze jestem polka... no i mimo tego, ze jestesmy w unii, nadal nagminne jest przekonanie, ze kobiety ze wschodu poluja na hiszpanskie obywatelstwo... chocby tylko z tego powodu wcale nie mam ochoty brac z moim hiszpanem slubu

tak wiec, choc uwielbiam hiszpanie, kiedy tam juz jestem czuje sie troche nieswojo - zwlaszcza, ze moja aparycja nie pozostawia zadnych watpliwosci co do tego, ze nie jestem hiszpanka...

nie mam wiec obaw co do mojego chlopaka; oczywiscie zaden zwiazek nie jest pewny na 100 %, ale mysle, ze my mamy duze szanse; boje sie jednak, ze jesli zamieszkam w hiszpanii i bede borykac sie z wiecznymi problemami z praca, zmagac sie z dyskryminacja i roznymi innymi przykrymi rzeczami, to ostatecznie stane sie sfrustrowana i zupelnie zgorzkniala...

moj chlopak oczywiscie twierdzi, ze przesadzam i ze on nie sadzi, zebym miala jakiekolwiek problemy z praca w hiszpanii... ale on tez twierdzi, ze w hiszpanii nie ma zadnej dyskryminacji zwiazanej z plcia, czemu oczywiscie przecza wszelkie badania...

rozpisalam sie straszliwie, a wlasciwie to tylko chcialam ci jeszcze raz podziekowac za info :)
pozdrawiam,
nadira
Witam :) Pozwole sobie dodac kilka slow do tej jakze ciekawej dyskusji (czytalem do z bardzo duza ciekawoscia pomiedzy Monika... a Nadira :)) Poniewaz kiedys wyslalem tu posta opisujacego jak tam jest (moim zdaniem) ale pislaem to jako student i bez powaznych celow (czyli zycia tam:) a teraz sam mysle czy sie tam na stale nie przeprowdzic...:)
Wiec tak od czego by tu zaczac...
1. Znam kilka polek ktore bardzo dobrze sobie poradzily w rzeczywistoci hiszpanskiej (w Madrycie) :) chodzi mi o zawody wykonwywane w szpitale itp choc przyznam ze droge mialy trudne bo co roku jest tam jakis ogolnopanstwowy egzamin na pilegenierake itp wiec ...w sumie trzeba wiele bardzo grubych ksiag przczytac aby myslec o jego zdaniu ale ...dopiely swego. Daze do tego aby pokazac tym przykladem ze mozna cos tam osignac ale naprwade trzeba wielu wyrzeczen. Nawet czasem niestety kosztem rodziny i to tej nablizszej wiec to w sumie bol dla dzieci:(, niestety.
2. Co do traktowania kobiet w Hiszpani niestety masz racje szczegolnie poludnie (ja sie tam z tym spotkalme) sa mowiac delikatnie traktowane jak jakies niewolnice :( to troche przykre
3. Rzezczywiscie mieszkania sa diabelnie drogie zeby nie powiedziec kosmicznie wiec jesli nie ma sie rodziny u ktorej mozna przez poczatkowe lata mieszkac to jest trudno. Ale jest pewne rozwiaznie praktyczne: kupujesz mieszkanie (dom) poza Madrytem ale ... musiz dojedzac do pracy.
4. Z tego co wiem to mozna przetlumaczyc sobie dyplom na "odpoiwedznik" hiszpanski
5. Akurat to ze pracuje sie tam do 18-19 to mi sie zawsze podobalo bo w Polsce tez siedze w roboce do 18 i potem nawet nie ma po co do sklepu isc bo sa do 18 :)
6. Z tego co sie orientuje i slyszalem to hiszpanie sa bardzo zakompleksionym narodem. mysle ze oni staraja sie imitacja wyzszosci zakryc swoje kompleksy :) ale to tylko teoria :)
7. Generalnie z tego co zauwazlyme to chyba najlepiej mieszkac i zyc wsrod ludzi z Galicji (choc to najbiedzniejsza czesc). Ludzie sa mili ale bez przezsady bardzo trudno jest zdobyc ich sympatie czy przyjazn ale jesli uznaja ze jestes tego wart to na cale zycie (znam kilku ludzi z Galicji i dlatego o tym pisze :) ale cos za cos wieksza bieda ale za to z ludzmi zyjesz :) i chyba tam mi sie jednak najbardzije podoba :)

Generalnie ot tak to napislame poniewaz Wasza dyskusja mnie poruszyla czy naprwde jest sens tam jechac ? Czy moja kobieta wytrzyma to tam wszysko? czy ja dam rade? bo prawde powiedziawszy chcialem tam zamieszkac ale po tym wszystkim zaczelaem sie zastanawiac nad tym... dopiero teraz wyciganalem sobie niektore fakty na ktore przedtem nie patrzylem.

Tak czy siak, Wasza dyskusja dala mi wiele do myslenia i pewnie jak pewne sprawy przemysle i dopytam sie kilku szczeogolow w Madrucie to dam Wam znac od strony "madryckiej" jak sie pewne szczegoly przedstawiaja :) :) Zreszta ktos mi kiedys powiedzial " wszedzie jest dobrze gdzie nas nie ma..."
Nadira, jezeli moge ci cos doradzic, zastanow sie powaznie nad tym czy naprawde chcesz zostawic swoj kraj, rodzine, przyjaciol. Ja to zrobilam 4 miesiace temu, poszlam w slady mojej milosci, ale czasmi watpie w to czy bylo warto. Spotkalam sie naprawde z wieloma problemami. Na dzien dzisiejszy wciaz czekam na papiery tzw permiso de trabjo i residencia, to jest nasz glowny problem, ze jestesmy wciaz traktowani jak rumuni, i nic nam nie dalo ze weszlismy do Unii, dlatego zastanow sie czy nie warto poczekac 2 lata dluzej, az minie nasz okres przejsciowy. Na szczescie mi sie udalo, ale moge powiedziec ze tylko dzieki moim przyjaciol min. policia nacional, guardia civil, oraz wysoko pozdawionym wspolokatorom ktorzy zalatwili mi prace na stacji benzynowej bez papierow, i moj wspanialy szef, ktory dal mi oderte de trabajo, ktora jest niezbedna dla nas polakow jezeli chcemy mieszkac i pracowac tutaj w hiszpanii. Nie mieszkam z moim chlopakiem, mimo tego ze jestem juz w hiszpanii wciaz dzieli nas 1000 km Cadiz - Girona.
Aczkolwiek mimo ze bardzo go kocham, nie iwem czy poswiecilabym sie dla niego tak bardzo jak 4 miesiace temu, dlatego mowie i tobie, zastanow sie i dowiedz sie dokladnie w ambasadzie hiszpanii w Warszawie jakie papiery potrzebujesz, bo jak juz bedziesz na miescu mozesz sie bardzo niemilo zaskoczyc, tak jak ja.
Pozdrawiam
A możesz opowiedzieć więcej na tematy:
-jak żyjesz(najem pokoju,mieszkania, za ile)?
- ile na jedzenie +- wydajesz?
-Czy da się zaoszczędzić?
Pytam (już pytałem gdzie indziej) bo mam propozycję za ok 900euronetto/miesiac legalna praca w Barcelonie i wszyscy mi odradzają (mam rodzinę w Polsce-dziecko) i podobno za te 900 ledwo jedna osoba "przeżywa" a co tu mówić o rodzinę!
Proszę o komentarz i pozdrawiam
dzieki za rady :)
ale ja nawet nie myslalam o tym, zeby sie wybierac do hiszpanii przed uplywem okresu przejsciowego (no chyba, ze by go przedluzyli o kolejne lata); wiem, ze otrzymanie pozwolenia na prace nie jest takie proste... zwlaszcza ze nie mam znajomych, ktorzy mogliby (albo chcieliby) mi zalatwic jakas prace, przynajmniej na poczatek... a bez pozwolenia na prace nie mam tam oczywiscie czego szukac

po tym wszystkim co natluklam mojemu hiszpanowi do glowy, on tez w koncu przyznal, ze na moim miejscu nie chcialby w hiszpanii pracowac... wychodzi na to, ze ostatecznie to on bardziej sie dla mnie poswieci, porzucajac swietnie sie zapowiadajaca kariere w hiszpanii, zebym ja mogla znalezc prace bardziej odpowiadajaca moim aspiracjom... jak na razie ciagle myslimy o wyjezdzie do stanow (tak jakby to mialo byc prostsze...)
co do kolegi pytajacego o zycie. Serdecznie odradzam zycia w Barcelonie i pracowania za 900 E, naprawde bedzie ci ciezko. Wiem po sobie, zarabiam 800E, z tego 160 mieszkania, dochodza jeszcze media, woda, swiatlo, telefon, internet, mniej wiecej 30 E na miesiac. I to w Gironie gdzie wszystko jest tansze niz w Barcelonie. Jedzenie jakies 200 E na miesiac plus okropny nalog palenia to jakies 70 E miesiecznie. Wyskok do baru z przyjaciolmi, wspollokatorami, tez sporo kosztuje. Na ten moment mowie ci ze nie odlozysz nic, a nawet jezeli, 100 czy 200 E miesiecznie to tak naprawde jest nic.
a kiedy ewentualnie bys sie tam wybieral?
bo mnie rzeczywiscie interesowalyby szczegoliki co do madrytu...
jak juz tam bedziesz to daj znac :)
pzdr
to oczywiscie bylo pytanie do havoca :)
Muchas gracias por todo, seguire buscando otra ofertas...
POL:
Dziękuję i będę dalej szukać lepszych ofert.
witam!!
rozumiem dobrze twoje obawy!!ja podjelam taka decyzje 3 miesiace temu i zamieszkalam z chlopakiem (baskiem) w san sebastian!!jestes w lepszej sytuacji bo znasz dobrze jezyk.ja sie ucze dopiero od pol roku!!ale powoli radze sobie coraz lepiej!!!jest ciezko na poczatku, ale mam wielu znnajomych tutaj ktorzy zawsze i chetnie sluza pomoca!!np. teraz mam praktyki w firmie znajomego!!mysle tez aby zaczac tu studia!!
o tyle lepsza sytuacja jest ze mam chlopaka, ktory pracuje i duzo mi pomaga i robi wszystko abym byla tu szczesliwa bo przeciez dla niego zostawilam wszystko:rodzine,przyjaciol!!!
sa dni kiedy tesknie bardzo za polska i brakuje mi wiele rzeczy!!ale przeciez zawsze moge wrocic!!!
mysle,ze warto sprobowac!!nie mozna sie bac wyzwan!!!
mysle, ze z twoimi kwalifikacjami bez trudu znajdziesz zajecie!!
sa takze organizacje polskie dzialajace tutaj ktore chetnie pomagaja!!
3mam kciuki!!!
pozdrawiam.
ja także wybieram się do Madrytu,mam dosyć tej zimnej Polski,przytłacza mnie to nasze bezrobocie i nie tolerancja Polaków! byłam jakis czas temu 4 miesiące w Hiszpanii i postanowiłam że wrócę tam...przez ten czas oczywiście kogos poznałam ...i chce bardzo wrócić..jednak to nie takie proste :( na dobrą sprawe nie wiem od czego miałabym zacząć w poszukiwaniu pracy..
dzieki za te slowa otuchy; milo slyszec, ze ktos sobie tam jakos radzi :)

ja prawde mowiac bylam bardzo optymistycznie nastawiona do zycia w hiszpanii jeszcze nawet jakis rok temu... ale potem zaczelam sie ciagle natykac na te negatywne opinie i teraz juz sama nie wiem... moze jednak warto sprobowac...

na razie jeszcze koncze studia, wiec poki co nigdzie sie nie wybieram; a moze od maja 2006 rzeczywiscie juz zniosa okres przejsciowy i wszystko bedzie inaczej?... zobaczymy

ale chetnie uslysze przez nastepne miesiace jak sobie radzisz :)

pozdrawiam
Temat przeniesiony do archwium
1-30 z 287
poprzednia |

 »

Szkoły językowe